sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 10

"To ciekawe, że tracimy tak dużo ludzi, ale gdy umyka nam ta jedna wali nam się świat"


 Amanda właśnie obmyślała plan "Jak przekonać Gregora, że to nie jej artykuł". Piątek, skoczkowie pojechali na konkurs do Niemiec, więc mogła chwilę odpocząć od sportowców. Nagle przyszło jej coś do głowy. Od razu chwyciła za telefon i wykonała telefon do przyjaciółki. 
- Słuchaj! Już wiem!
- Co?
- Odejdę z pracy.
- Chyba oszalałaś?! - oburzyła się Emilia.
- Może wtedy Gregor mnie wysłucha.
- Aż tyle chcesz dla niego poświęcić? Wiem, że ci na nim zależy, ale jak ty to sobie później wyobrażasz jak będziemy żyć?
- Nie wiem. Znajdę coś.
- Jeju ty go serio kochasz!
- Przestań, proszę.
- Kocham cię i  uszanuję każdą twoją decyzję, ale zastanów się jeszcze.
- Dziękuję, też cię kocham. Do zobaczenia w domu.
- No pa.
Wiedziała już co zrobi. Udała się do gabinetu szefa. Nienawidziła go, za to, że odsunął od niej osobę, na której jej naprawdę zależało.
- W czym mogę pomóc Amando? - zapytał.
- Rezygnuje z pracy...
- Co takiego?!
- Nie chcę dla pana pracować. Coś nie tak?
- Dlaczego?! Chodzi o ten artykuł? Zdobyliśmy dzięki niemu wielu czytelników.
- Nie obchodzi mnie to!
- Uwierz, wrócisz tu tak szybko jak odchodzisz.
- Żegnam - powiedziała i wyszła.
Spakowała swoje rzeczy, pożegnała ze znajomymi i opuściła budynek. Wróciła do domu i od razu udała się do przyjaciółki.
- Zrezygnowałam z pracy - powiedziała uśmiechnięta.
Ta bez słowa podeszła do niej i ją przytuliła. Amanda posprzątała po obiedzie i poszła poszukać jakiś ogłoszeń o pracę. Emilia w tym samym czasie chwyciła za telefon i wybrała numer do Michaela. Mimo, że znali się zaledwie kilka dni dobrze się dogadywali.
- Halo?
- Cześć Emilia, co tam?
- Amanda zrezygnowała z pracy.
- Co?
- Mówię poważnie.
- Ale dlaczego?
- A jak myślisz? Dla Gregora.
- Zwariowała!
- Nie wiem co teraz zrobimy.
- Jak coś to pomogę. Mogę popytać tu i tam.
- Mógłbyś?
- Jasne! Przyjaźnimy się.
- Dziękuję - powiedziała uradowana.
- Nie ma za co. Może powinienem powiedzieć Gregorowi co?
- Mhm.
- Dobra, to dam znać jak coś.
- No papa - powiedziała i odłożyła słuchawkę.
Miała nadzieję, że skoczek znajdzie coś dla jej przyjaciółki.
                                                    ***
- Gregor musimy porozmawiać - zwrócił się do przyjaciela Michael.
- O co chodzi? Chciałeś mi powiedzieć jaki to beznadziejny jestem?
- Nie, ale chciałem ci uświadomić, że tej dziewczynie na tobie zależy!
- Co? - czuł jakby serce mu się zatrzymało "tej dziewczynie na tobie zależy" - te słowa chodziły mu po głowie. - Skąd wiesz?
- Zrezygnowała dla ciebie z pracy.
- Co?!
- Zastanów się - powiedział i odszedł.
Siedział w autobusie i rozmyślał nad tym co powiedział mu  przyjaciel. Czuł, że chyba jednak mylił się co do dziewczyny.
- Michael - usiadł obok przyjaciela. - Chyba spierdoliłem sprawę - powiedział cicho.
- Jeszcze nie. Idź ją przeproś i wysłuchaj.
- Masz racje. Po kwalifikacjach wrócę do Innsbrucka i pójdę do niej. Tylko adres mi zapisz.
- Masz - podał koledze kartkę.
- Dzięki, a między nami? Ok?
- Jasne - uśmiechnął się blondyn.
Za godzinę miały odbyć się kwalifikacje do konkursu w niemieckim Willingen, Gregor czekał tylko na samolot do Austrii, chciał jak najszybciej zobaczyć brunetkę.
   
                                                                   ***
- Hej i jak wyspałaś się? - zapytała swoją przyjaciółkę.
- Nie spałam, szukałam jakiejś pracy.
- Michael powiedział, że ci pomoże.
-Co? Mówiłaś mu? Po co? Nie chcę jego pomocy - broniła się brunetka.
- Przestań, on ci coś załatwi.
- Nie chcę się nikomu narzucać.
- To twój przyjaciel.
- Dobra, nie rozmawiajmy teraz o tym.
- Jadę na święta do domu - oznajmiła Emilia.
Amanda tylko się uśmiechnęła.
- Ty też powinnaś.
- Po co ja tam?
- Masz rodzinę
- Rodzinę? Jaką?
- Wychowywali cię przez te osiemnaście lat.
- W kłamstwie.
- Daj spokój.
Ich kłótnie przerwał dzwonek do drzwi.
- Otworze - powiedziała blondynka i wstała z kanapy.
Otworzyła drzwi i zrobiła wielkie oczy.
-Jest Amanda? - zapytał cicho chłopak.
- Amadaaaa! - krzyknęła. - To chyba do ciebie! Gregor, a ty nie na konkursie?
- Michael mnie przekonał, żebym pogadał z nią. Złapałem pierwszy samolot do Austrii. To nie mogło czekać.
- Imponujące - uśmiechnęła się dziewczyna.
Po chwili obok Emilii stała już brunetka, równie zdziwiona jak jej przyjaciółka.
- Co tu robisz?! - zapytała.
- To ja was zostawię - powiedziała blondynka, założyła kurtkę i wyszła z domu.
- Ja... - nie wiedział co powiedzieć.
- No? Czekam...
- Chciałbym cię przeprosić, za moje zachowanie i chciałbym cię wysłuchać.
- Teraz? Czemu nie pomyślałeś o tym wcześniej.
- Byłem wściekły.
- Ja teraz jestem, więc żegnam.
- Proszę.
- Nie! - krzyknęła.
Nawet kiedy była zła była przepiękna. Skoczek nie mógł się opanować. Szybkim ruchem przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Nie protestowała, pragnęła tego. Marzyła o tym od czasu kiedy pierwszy raz zobaczyła skoczka. Lekko oderwał swoje usta od jej, a ona lekko otworzyła oczy. Schlierenzauer uśmiechnął się swoim chytrym uśmieszkiem.
- Zobaczysz, jeszcze dziś przejdę ci przez myśl - powiedział i wyszedł.
Dziewczyna stała ciągle w miejscu i nie wiedziała co powiedzieć.

_____________________________________
Koniec :) Jak się podoba? Pierwszy pocałunek. Następny rozdział pojawi się w czwartek. A i mam do was prośbę jakbyście mogli zagłosujcie po lewej stronie z jakim skoczkiem w roli głównej następne opowiadanie.
  CZYTASZ + KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Rozdział 9

"Czasami budujemy mury nie po to, żeby się oddzielić, ale po to, żeby zobaczyć kto odważy się je przekroczyć".



Innsbruck zasypał śnieg, ludzie śpieszyli się do pracy, a Amanda jeszcze słodko spała. Nie wybierała się do biura. Jeszcze nie miała odwagi. Z krainy Morfeusza wyrwał ją odgłos budzika. Wstała niechętnie i spojrzała w lustro. Nie wyglądała dobrze. Rozmazany makijaż, rozczochrane włosy. Zeszła na dół, gdzie czekało na nią śniadanie. 
- O wstałaś wreszcie! - powiedziała Emily.
- Cześć.
- Jak się czujesz? - zapytała z troską.
- Tak jak wyglądam - odpowiedziała.
- Michael przyjedzie po treningu. 
- Po co? 
- Przecież to twój przyjaciel.
- Nie chcę mieć już nic wspólnego ze skoczkami. Idę się ogarnąć, a później zabieram cię na zakupy. 
Po godzinie przyjaciółki były już w centrum handlowym. Świetnie się bawiły. Amanda choć na chwilę zapomniała o Gregorze. 
- Chyba muszę go przeprosić - - powiedziała, kiedy siedziały w samochodzie. 
- Też tak myślę. 
- Ale on nie będzie chciał ze mną rozmawiać. 
- Spróbuj chociaż.
Kiedy dojechały do domu, pod drzwiami siedział Michael. 
- Co wy tam tak długo robiłyście? - zapytał.
- Długo? 
- Zdecydowanie. 
- Takie są kobiety... - powiedziała Emily. 
Amanda otworzyła drzwi i zaprosiła skoczka do środka. 
- Chcecie coś do picia? - zapytała.
- Ja kawę. 
- Ja wodę. 
- "Sportowiec" - zaśmiała się Emilia.
- Pełnej klasy. 
Amanda przyniosła napoje i podała kartkę i długopis skoczkowi. 
- Zapisz mi adres. 
Michael spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Gregora. 
- Co? 
- Pisz. 
Michael wykonał polecenie. 
- Dziękuje - powiedziała. Ubrała kurtkę i wyszła.
- Ale... - skoczek nie dokończył, bo przerwało mu trzaśnięcie drzwi.
- Poszła go przeprosić.
- Powodzenia.
Brunetka jechała zaśnieżonymi drogami i zastanawiała się co powie brunetowi. Bała się. Jak zareaguje Gregor? Czy da jej szanse i ją wysłucha? 
Zaparkowała samochód pod domem Schlierenzauera i wysiadła z auta. Podeszła do drzwi. Nagle strach zawładnął jej całym ciałem i chciała wracać do samochodu, gdy drzwi się otworzyły. 
- Czego tu do cholery chcesz? - zapytał. 
W jego oczach można było dostrzec gniew.
- Porozmawiaj ze mną - miała już łzy w oczach.
- I co? Opiszesz to w gazecie? Zmieszasz mnie z błotem.
- Nie to nie tak!
- A kto? Pewnie jakaś czarodziejka.
- Pozwól mi wyjaśnić! - nie wytrzymała, krzyknęła. 
- Nie masz co wyjaśniać. Dużo dziennikarzy pisało o mnie wiele rzeczy, nie przejmowałem się tym, ale jak zobaczyłem, że ty mogłaś coś takiego zrobić...- nie dokończył.
Zamknął jej drzwi pod nosem. Dziewczyna znowu zaczęła płakać. Czuła, że jej świat się własnie wali. Przez jeden głupi artykuł? Przecież to była jej praca. Zacisnęła dłonie w pięść i zaczęła walić w drzwi skoczka. 
- Nie odpuszczę!
- Słuchaj, nie obchodzi mnie co będziesz robiła, ale jak nie przestaniesz walić w drzwi i krzyczeć, to wezwę policję - powiedział i ponownie zamknął drzwi.
Amanda płakała jeszcze mocniej, ale wiedziała, że to na nic. Wsiadła do samochodu i odjechała. Weszła do domu i od razu udała się do swojego pokoju. 
- Ej mała. Ja było? 
- A jak myślisz? - zapytała przez łzy.
- To dupek. Zrobię ci zaraz naleśniki i od razu ci się humor poprawi - uśmiechnęła się lekko. 
Amanda momentalnie przestała płakać, ale tylko na chwilę.
- Ej! On chyba nie jest ważniejszy od naleśników! 
- Chyba jest - powiedziała cicho. 
- O nie! Mamy problem. Zakochałaś się.
- CO? W nim? Nigdy!
-Mów co chcesz. Ja wiem swoje. Ale pamiętaj, że czasem ludzie budują mury nie po to, żeby się oddzielić, ale po to, żeby zobaczyć kto odważy się je przekroczyć. Zawalcz o niego.
- Co?! Przed chwilą mówiłaś, że jest dupkiem, a teraz mówisz, żebym po niego walczyła? Nie rozumiem.
- Bo widzę jak ci na nim zależy. Zastanów się - powiedziała i wyszła z pokoju.
                    
                                                      ***
Siedział na kanapie i oglądał telewizję. Myślał o niej, jak zawsze. Chciał jej wybaczyć, ale nie potrafił. Wydawało się być zbyt trudne, chociaż to tylko głupi artykuł. Za każdym razem kiedy pisali o nim jakieś bzdury nie przejmował się tym, a teraz. Bolało go w środku. Wiedział, że cierpiała, ale chciał tego. 
Z transu wyrwał go dźwięk telefonu.
- Stary, kurwa! 
- Czego chcesz?
- Nie widzisz jak ją to boli? Musisz jej wybaczyć.
- Przestań! Mnie też boli! Musi cierpieć.
- Gregor to koniec. Koniec z naszą przyjaźnią. Stałeś się inny. Zupełnie. Wspierałem cię, ale widzę, że nic  z tego.
Wściekły Schlierenzauer rzucił telefon na ziemię. Stracił przyjaciela i dziewczynę, na której mu zależało. 
________________________________________
Z góry chciałam przeprosić za wulgaryzmy :)

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 8

"Kiedyś może zrozumiesz, jak trudno jest wstać i walczyć do końca." 

Środa, Innsbruck

Amanda czekała na lotnisku na swoją przyjaciółkę. Nie widziała jej pięć lat. To nie znaczy, że nie przestała jej kochać. Jej myśli zaprzątał artykuł, który był fałszywy, ale nie miała odwagi sprzeciwić się szefowi.
Spostrzegła swoją przyjaciółkę, w tłumie ludzi z walizkami. Zmieniła się. Jej falowane blond włosy opadały na ramiona. Oczy miała morskie, a makijaż idealnie dopasowany.
- Nie wierze - Amanda podbiegła do niej i mocno przytuliła.
- Brakowało mi tego - powiedziała blondynka.
- Kocham cię!
- A ja ciebie mocniej!
Kiedy wreszcie "odkleiły się od siebie" udały się do samochodu.
- Pokaże ci super kawiarnie.
- Okey - uśmiechnęła się.
Amanda postawiła samochód pod lokalem.
- No to, jaki masz problem? - zapytała Amanda, kiedy usiadły przy stoliku.
- To może zacznę od początku. Około dwa miesiące temu poszłam na imprezę z twoim byłym sąsiadem.
- Z Eddim? Tym wielkim?
- Tak.
- Przecież ty go nienawidziłaś!
- Żałuj, że go teraz nie widziałaś. No, ale przejdę do rzeczy. Po imprezie poszłam z nim do łóżka...
- CO?! ŻARTUJESZ! - krzyknęła Amanda.
- Ciszej... No i wiesz... Niby się zabezpieczaliśmy, ale coś nie wyszło.
- JESTEŚ W CIĄŻY?!
- Moi rodzice powiedzieli, że mogę się wynosić z domu i, że nie chcą mieć na razie wnuka, bo będzie problem.
- Co za....
- Twoi rodzice pozwolili mi u siebie zamieszkać.
- WOW, chyba sumienie im się ruszyło. Ale to nie ważne. Od dzisiaj mieszkasz u mnie. Pomogę ci.
- Nie mogę ci robić takiego kłopotu.
- Przestań!
- No, ale lepiej opowiadaj co u ciebie.
W tym samym momencie do kawiarni weszli skoczkowie. Schlierenzauer i Michael. "A oni po co tu?" - pomyślała. Michael od razu spostrzegł brunetkę i podszedł do niej. Gregor nawet nie zbliżył się do ich stolika.
- No Gregor! Nie przywitasz się? To Amanda - zwrócił się do przyjaciela.
- Wiem kto to jest Michael. Ale wole jej nie widzieć na oczy.
- Co?! - blondyn zrobił wielkie oczy.
- Po za tym, świetny artykuł. Gratuluje - zakpił z dziewczyny.
- Ja.... - brunetka nie wiedziała co powiedzieć.
- Nic nie mów. Wiesz co? Żałuje, że cię uratowałem - powiedział i wybiegł z kawiarni.
- Amanda o co chodzi z tym artykułem? - zapytał skoczek.
- Mój szef zmienił całkowicie "mój" artykuł o Schlierenzauerze.
- Jak to?
- Powiedział, że ludzi nie zainteresuje prawda. A o co chodzi z tym uratowaniem?
- Nie wiem - odpowiedział. - Ale czekaj.... Kilka miesięcy temu, w jakimś klubie znalazł naćpaną dziewczynę i zadzwonił po pogotowie. Później próbował ją odnaleźć, ale bez skutku. A od kiedy cię spotkał zachowywał się dziwnie.
- To byłam ja... - Amanda spuściła głowę.
- Znowu ćpasz?! - oburzyła się Emilia.
- Nie! - krzyknęła nie mogąc powstrzymać łez Amanda.
- Co to znaczy znowu? - zapytał skoczek.
- Nie ważne - powiedziała i wyszła z płaczem z budynku. Udała się do pobliskiego parku. Nie chciała z nikim rozmawiać. Usiadła na ławce i zaczęła płakać. Nie chciała, aby ktoś znał jej przeszłość, wstydziła się tego. Już zdążyła o niej zapomnieć, a to znowu powróciło. W sumie nie wiedziała z jakiego powodu płacze, czy z powodu przeszłości, czy przez Gregora. Nagle usłyszała jakiś hałas. Myślała, że jest sama. Ku jej zdziwieniu, obok niej usiadł Gregor.
- Dlaczego płaczesz? Chyba uwielbiasz krzywdzić ludzi... Brawo udało ci się.
- Ty nie rozumiesz...
- Doskonale rozumiem Amando - powiedział i odszedł.
Brunetka cała zapłakana wróciła do domu, gdzie czekała na nią Emilia i Michael.
- Amanda! - podbiegła do niej przyjaciółka. - Przepraszam...
- Nie... Jestem zmęczona...
- Idź się połóż - powiedział skoczek. - Musisz odpocząć.
- Dzięki - powiedziała i udała się do swojego pokoju.
Nie miała już na nic siły. Kiedy słyszała w głowie słowa Gregora jeszcze bardziej zaczęła płakać. Miała dość. Ułożyła się wygodnie na łóżku i zasnęła.
 _______________________________________________________
Krótki i bez Happy Endu, przepraszam :D Czujecie już tą magię świąt? Mogę was zapewnić, że będzie świąteczny rozdział :) Z tego powodu, że mam już dwa opowiadania do przodu dodam je wcześniej, żeby dodać przed świętami :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 7

Sobota
Dzień konkursu. Na skoczni gromadziły się tłumy. Kibice cierpliwie wyczekiwali, aż rozpocznie się konkurs. Amanda w tym samym czasie wypytywała skoczków i kibiców o Schlierenzauera. Musiała czekać na Michaela, bo on wiedział najwięcej. Niestety, nigdzie go nie złapała. 
Konkurs się rozpoczął, Amanda usiadła razem ze swoimi partnerami i z zaciekawieniem oglądała konkurs. Brakowało jej Gregora na skoczni. Zawody wygrał Michael, był bezkonkurencyjny. Na drugim stopniu stanął Stoch, a na trzecim Freund. 
Po konkursie dziewczyna poszła pogratulować Michaelowi. 
- Cześć! Gratulacje!
- Hej! Dziękuję - skoczek podszedł do Amandy i ucałował ją w policzek. 
Brunetka lekko się zarumieniła, czego na szczęście nie było widać. Rozmawiali jeszcze chwilę, ale skoczek musiał już iść. 
Amanda wróciła do domu i zaczęła pracować nad artykułem na temat Gregora. Kiedy skończyła wysłała swoją prace do szefa. 
                                                        
                                                       ***
Wstał dzisiaj szczęśliwy. Obejrzał konkurs i cieszył się, że jego przyjaciel zwyciężył. Kto by się spodziewał, że rozmowa z najlepszym przyjacielem da mu tyle radości. Zaczął wierzyć, że może jeszcze wrócić do skoków, niestety potrzebował jeszcze dużo czasu. Wziął do ręki aparat i zaczął robić zdjęcia. Uwielbiał fotografować. Ostatnio nie robił tego często, w końcu jego życie wywróciło się do góry nogami. Całymi dniami oglądał telewizję i czytał codzienne gazety. Ale dzisiaj było inaczej. Miał siłę. Rozumiał, że jego przyjaciele go nie odwiedzą. Mają sporo na głowie. Konkursy, treningi... Cieszył się, że już za dwa tygodnie będzie się mógł z nimi zobaczyć.
                                                         
                                                      ***

Następnego dnia Amanda, miała na 10:00 do pracy, więc mogła jeszcze posiedzieć na parapecie i wypić swoją ulubioną kawę. Przyglądała się ludziom śpieszącym do pracy i spadającym płatkom śniegu. Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk telefonu "EMILIA". Emilia była najlepszą przyjaciółką Amandy z czasów dzieciństwa. Znała ją od piaskownicy. Kiedy Amanda wyprowadziła się z rodzinnego miasta, kontakt się urwał. 
- Emilia?
- Amanda, cześć!
- Hej! Nie wierze, że dzwonisz.
- Nie przeszkadzam?
- Oczywiście, że nie.
- Przepraszam, że się nie odzywałam.
- Rozumiem, to ja nie chciałam utrzymywać z wami kontaktu.
- Wiem, ale i tak powinnam od czasu do czasu zadzwonić.
- Opowiadaj lepiej co u ciebie.
- Nie za dobrze.
- Jak to?
- Chciałabym się z tobą spotkać, to nie jest rozmowa na telefon. 
- Brzmi groźnie.
- I jest. 
- To kiedy?
- Kiedy chcesz.
- To przyjedź do mnie na kilka dni. 
- Nie chcę robić kłopotu. 
- Jakiego kłopotu?!
- To w środę?
- Czekam. Adres wyślę ci sms'em.
- Okey, to cześć.
- Pa.
Zeszła z parapetu i zaczęła szykować się do pracy. Była ciekawa czy szef sprawdził jej artykuł. 
Usiadła przy swoim szklanym biurku, nawet nie zdążyła się rozpakować, a do jej gabinetu wszedł Victor - kolega z pracy.
- Szef cię wzywa - powiedział.
- Mam się bać?
- Raczej nie.
- Ok, dzięki.
Delikatnie zapukała do drzwi. Usłyszała w odpowiedzi: "Proszę". 
- Usiądź. 
Posłusznie wykonała polecenie.
- Przeczytałem twój artykuł. Był dobry, ale musiałem na nieść parę poprawek. 
"Poprawek?!" - pomyślała. "On był idealny."
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? - spojrzał na dziewczynę.
- Nie - uśmiechnęła się.
- To dobrze, bo dzisiaj ukarze się w naszej gazecie. To wszystko możesz już iść. 
Brunetka wyszła z gabinetu szefa i udała się do swojego biura. Zastanawiała się, co było nie tak z jej artykułem.
Kiedy wracała do domu. Zajechała jeszcze po zakupy. Od razu zwróciła uwagę na gazetę i jej tytuł: "Jaki naprawdę jest Gregor Schlierenzauer?". Od razu wsadziła ją do koszyka. W domu usiadła na parapecie i zaczęła czytać swój artykuł. 
"Jaki jest naprawdę Gregor? Pytałam wielu fanów skoków, skoczków i jego przyjaciół. Większość z nich postrzega go jako egoistycznego, wrednego i zapatrzonego w siebie człowieka, dla którego ważna jest tylko kariera. Nie potrafi przegrywać - to wiadomo nie od dziś. Od wypadku nie wychodzi z domu, zamknął się i nie utrzymuje z nikim kontaktu. To właśnie jest prawdziwy mistrz." 
                                                                                                                      Amanda Hoffman 
- Co?! Przecież ja tego nie napisałam! - krzyknęła. 
Podarła gazetę i szybko złapała za telefon. Wybrała numer do szefa.
- Halo!
- Witaj Amando.
- Co to ma być?!
- Ale co masz na myśli?
- Ten artykuł.
- Oh... Musiałem mu dodać troszkę ciemnych barw.
- Przecież to wszystko kłamstwo! Nie to napisałam. 
- Ratuje ci życie, moja droga. Gdybym nie opublikował tych poprawek to ludzie by tego nie czytali, a wtedy musiałbym cię zwolnić.
- Więc mam być panu wdzięczna?
- Dokładnie tak. 
- Skandal! - rzuciła telefonem o podłogę. 
Miała nadzieję, że Gregor tego nie zobaczy.
_______________________________________________________________
Dzisiaj troszkę nudniejszy, mam nadzieję, że wybaczycie :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 

sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 6 Powrót


Miesiąc później 
Amanda już od miesiąca nie rozmawiała z Michaelem, ale nie zapomniała o nim. Z tego co słyszała, Gregor wyszedł ze szpitala, ale w dalszym ciągu jeździ na wózku. 
Siedziała właśnie w pracy, kiedy usłyszała  stukanie do drzwi. To był jej szef, który przyszedł z nowym zadaniem. 
- Następny konkurs w Innsbrucku jest twój - powiedział i dał jej papiery. 
Nie wiedziała czy ma się cieszyć. Spotka znowu Michaela, a tego chciała uniknąć. Niestety taka była jej praca. 
- A i jeszcze! - powiedział szef zanim wyszedł. - Skup się głownie na Gregorze.
"Szlak" - pomyślała. Mężczyzna wyszedł z gabinetu. Była zmuszona zadzwonić do Michaela. Złapała za telefon i wybrała numer do skoczka.
- Amanda? Cześć! 
- Hej. Co tam słychać? 
- W porządku, przepraszam, że nie dzwoniłem, ale byłem zajęty. 
- Nie przejmuj się! Zobaczymy się w sobotę. 
- O tak? Będziesz na konkursie? 
- Tak, a jak tam z Gregorem? 
- Słabo. Nie odzywa się do nikogo, w ogole nie wychodzi z domu. 
- Dlaczego? 
- Nie wiadomo, potrzebuje czasu po tym wypadku. 
- Eh... No dobra. Dzięki i dozobaczenia w sobotę - powiedziała i odłożyła słuchawkę. 
                              *** 
Siedział w swoim szarym i zimnym pokoju. Myślał o niej. Dlaczego nie mógł o niej zapomnieć? Od incydentu w klubie minęły juz 2 miesiące, a on ciagle miał przed oczami ją nieprzytomną. Ale teraz Michael się nią zainteresował i wiedział że powinien odpuścić, bo to jego przyjaciel, ale nie potrafił. 
Usłyszał pukanie do drzwi. To była jego mama, tylko z nią potrafił rozmawiać. 
- Cześć synu, zrobiłam kolacje. 
- Nie chce jeść. 
- Musisz. Jak wyzdrowiejesz musisz mieć siłę na treningi.
- Ja już be wyzdrowieje. 
- Jedz! - rozkazała. 
W tym samym momencie zadzwonił telefon Gregora. To był Michael. Zastanawiał się czy odebrać. Musiał zapomnieć o dziewczynie. 
- Cześć. 
- Gregor stary! - krzyknął z uratowaniem. - W końcu wiem, że żyjesz! 
- Ledwo. 
- Kiedy z tego wyjdziesz? 
- Za dwa tygodnie będę chodzić normalnie, ale skoki mogę sobie odpuścić. 
- No nie! Ej, ale pamiętaj zawsze masz mnie i chłopaków, jesteśmy z tobą. 
- Dzięki. A jak tam twoja dziewczyna? - nie mógł się powstrzymać. 
- Nowa dziewczyna? 
- No Amanda. 
- Nie jestem z nią. 
- Jeszcze? 
- Nie, nigdy. 
- Dlaczego? 
- Wyraźnie nie jest mną zainteresowana. 
- Szkoda, ale pamiętaj, zawsze masz mnie. 
- Dziękuje, ale nie jestem tobą zainteresowany w tym sensie... Haha 
- Jak możesz?! Uszczęśliwił bym cię! 
- Dobra, dobra haha, ale będziesz na konkursie w sobotę? 
- Oczywiście, nawet skoczę sobie. 
- Taa... Powodzenia. Haha 
- Za dwa tygodnie z wami polecę. 
- Okey, to dozobaczenia. 
- No cześć - rozłączył się. 
Gregor był zmieszany. Czy Michael naprawdę odpuścił sobie Amandę?!  
_______________________________
Ufff po roku nareszcie wróciłam 😊 
Co tydzień w piątki/soboty będaą pojawiały się nowe rozdziały. Więc zapraszam 💪🏽 Marysiaa


środa, 4 marca 2015

Rozdział 5

Amanda siedziała w samochodzie przed szpitalem i zastanawiała się czy powinna tam wejść. Nie lubiła szpitali. Na samą myśl o tym miejscu zbierało jej się na mdłości. Wyszła z auta i spojrzała jeszcze raz na budynek. "Teraz Amando! Teraz!" 
Ręce zacisnęła w pięść i powoli weszła do szpitala. Od razu ogarnęła ją duszność. Słyszała tylko szum. Nagle zobaczyła Gregora. Leżał na łóżku nieprzytomny. Podbiegła szybko do lekarza.
- Przepraszam. Co z nim? - zapytała. 

- Jest nieprzytomny, ma liczne siniaki. Na szczęście nie ma urazu kręgosłupa.
- Dobrze. Dziękuję - powiedziała i usiadła na białym fotelu obok sali. Zadzwoniła do Michaela, aby powiadomić go o stanie zdrowia Gregora. Po chwili zauważyła mężczyznę, który należał do sztabu szkoleniowego. Usiadł obok niej i czekał na lekarza. Nagle drzwi sali się otworzyły i wyszedł z nich doktor.
- Ma połamaną rękę, wstrząs mózgu, ale powoli dochodzi do siebie.
- Kiedy będzie mógł wrócić do skoków? - zapytał mężczyzna.
- Myślę, że fizycznie będzie szybciej gotowy. Jest w ogromnym szoku. W tym sezonie może się pożegnać ze skocznią. 

- Dobrze dziękuję, a można z nim porozmawiać?
- Teraz nie, musi odpoczywać.
- Jasne. Dziękuję.
Mężczyzna pożegnał się z Amandą i wyszedł ze szpitala. Amanda również nie chciała siedzieć w szarym budynku. Wróciła do hotelu i rozmyślała o Schlierenzauerze. Może nie słusznie go osądziła? Może powinna go lepiej poznać? 

Z zamysłu wyrwał ją dzwonek telefonu: 1 nieodebrana wiadomość od: Michael H. 
-"Jutro wyjeżdżamy. Chciałabyś może się zobaczyć?" 
Nie miała ochoty. Wolała odpocząć.
- "Michael, przepraszam, ale nie mam siły. Zobaczymy się w Innsbrucku?" 

- "Jasne. To do usłyszenia." 
Po przeczytaniu wiadomości wyłączyła telefon. Nie chciała, aby ktoś zakłócał jej spokój. Przebrała się i zanurzyła w hotelowym łóżku.
 

                                                       ***

Leżał na łóżku bez ruchu i wpatrywał się w sufit. Na krześle obok niego siedziała jego mama, a nad nią stał ojciec. Kobieta ze łzami w oczach patrzyła na syna. Mężczyzna próbował z nim porozmawiać, jednak ten nie potrafił mu odpowiedzieć. Po chwili przyszedł lekarz i wyprosił z sali rodziców skoczka.
- Jak się Pan czuje? - zapytał, jednak nie uzyskał odpowiedzi. - Jutro przeniesiemy pana na oddział do Innsbrucka - dodał. - To tyle - westchnął i wyszedł. Gregor został sam, chciał pomyśleć, jednak nic nie pamiętał z momentu, w momencie kiedy upadał na ziemię. Ale pamiętał o tym, że przed skokiem myślał o niej. 

                                            ____________________
Mamy taki króciutki, ale jest! Jeszcze raz przepraszam, za tą przerwę. :)

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 4

Obudziły go promienie słońca, wpadające do pokoju hotelowego. Jego przyjaciela już nie było. Zwlekł się z łóżka i szybko ubrał. Spojrzał jeszcze na zegarek. Pospiesznie udał się na śniadanie. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach. Usiadł obok Michaela i reszty kolegów z kadry. 
- Hayboeck! Jak tam twoja dziewczyna? - zapytał Kraft. 
- Idę dzisiaj, po konkursie na randkę - uśmiechnął się triumfalnie. 
- A ona o tym wie? - zapytał Diethart, a reszta się roześmiała, nawet Gregor.
- Wyobraź sobie Thomas, że wie.
- To gratulacje! - poklepał po ramieniu przyjaciela Kraft.
W stronę skoczków, szedł właśnie ich trener.
- A co wy tu urządzacie jakieś śmiechy? Za skoki się brać - powiedział wyraźnie rozbawiony.
- Mitch się umówił na randkę. 
- Aaaa...-zamyślił się. - To powodzenia! Pamiętam jak ja byłem w waszym wieku i umawiałem się z dziewczynami...To były czasy. Hayboeck, ale na twoim miejscu zająłbym się dzisiejszym konkursem.
- Tak jest trenerze! - odpowiedział Mitch.
Chłopaki po raz kolejny zareagowali śmiechem. 
- Za godzinę widzę was pod skocznią! - powiedział Heinz, tym razem poważnym tonem. 
- Tak jest trenerze! - odparli zgodnym chórem.
Po zjedzeniu śniadania, wszyscy zaczęli się szykować do konkursu. Skoczkowie punktualnie zjawili się pod skocznią, no może oprócz Dietharta, za co musiał zapłacić piętnastoma kółkami więcej na następnym treningu. Ale wracając do Schlierenzauera, który właśnie snuł się wśród kibiców, szukając brunetki. Jego uczucia były niepojęte, nie wiedział co czuł. Nagle spostrzegł brunetkę, która właśnie przeprowadzała wywiad z jednym ze skoczków Norweskich. 
- Hej możemy pogadać? - zapytał, kiedy skończyła rozmowę.
- Jasne - oddała kamerzyście swój sprzęt, po czym odeszła z Gregorem. - A więc o czym chcesz rozmawiać? - zapytała.
Gregor myślał nad tym całą noc, co miał jej  powiedzieć, ale nie potrafił zapytać ją wprost o to co wie co zdarzyło się w klubie. Okazało się zbyt trudne. 
- Chciałem cię przeprosić, za moje wczorajsze zachowanie.
- Spoko, niby nic się nie stało - powiedziała z obojętnością, co nie uszło uwadze skoczka.
- Naprawdę przepraszam. 
- Ej mam takie pytanie. Po co tu przyszedłeś? 
- No żeby cię przeprosić. 
- Na pewno? - zapytała z niedowierzaniem.
- Eeee... - chwilę się zastanawiał. - Tak.
- Po co?
- Czemu zadajesz tak dużo pytań? - zapytał, a dziennikarka się uśmiechnęła, co wywołało uśmiech również na twarzy skoczka. 
- Po prostu chciałabym wiedzieć dlaczego mnie przepraszasz. Nasłuchałam się od ludzi trochę na twój temat. A tak się nie zachowuje człowiek z taką opinią.
Gregor po tych słowach zbladł i lekko się zdenerwował, ale nie dawał tego po sobie poznać. Wiedział już na pewno, że Amanda nie wie kto ją "uratował" w klubie. 
- Widzisz mam, jednak jeszcze trochę godności - prychnął. 
Myślał, że jest inna, że nie słucha co opowiadają inni, a okazało się, że jest taka sama jak wszystkie inne. 
- Dobra Gregor, my chyba już skończyliśmy. Mam sporo pracy. Cześć i powodzenia - powiedziała. 
Schlierenzauer tylko stał i patrzył jak odchodzi. W momencie kiedy zniknęła mu z pola widzenia, wrócił do rzeczywistości. Wiedział, że ma przed sobą konkurs i musi dać z siebie wszystko. Dlaczego to nie mogło być takie proste? Powiedzenie jej prawdy. Dręczył go fakt, że ona nie wie. Wrócił do kolegów, którzy po kolei udawali się na skocznie. Życzył im wszystkim powodzenia, ze sztucznym uśmiechem na twarzy, jednak w końcu ktoś musiał to zauważyć, że coś jest nie tak. 
- Hej Gregor. Co się znowu stało? - klepnął w ramię swojego przyjaciela.
- Nic Hayboeck, chyba mam jakąś depresje - odpowiedział, a Mitch lekko się uśmiechnął.
- Przejdzie ci! Dasz radę! Jak zawszę służę pomocą bracie - powiedział.
- Dzięki stary! - przybił żółwika z młodym Austriakiem.
- Idę! Powodzenia Gregor! - uśmiechnął się i wyszedł z domku dla skoczków. 
- Nie dziękuję - powiedział cicho, Gregor i udał się po swoje narty.
W windzie, w której jechał z kilkoma kolegami z innych reprezentacji był skupiony wyłącznie na swoich myślach. Nie prowadził rozmowy ze skoczkami, co było do niego nie podobne. O czym myślał? O niej. To było takie beznadziejne... Kim ona właściwie dla niego była? Znajomą, zwykłą dziennikarką, którą uratował, a najlepsze było to, że ona o tym nie wiedziała. 
W końcu! Była jego kolej, miał okazję wygrać po raz kolejny. Zasiadł na belce, poprawił swoje gogle i naciągnął kombinezon. Odliczał sekundy. Raz, dwa, trzy, pojawiło się zielone światło. Ruszył z belki raz, dwa, trzy, energicznie wybił się z progu. Raz, dwa ... Publiczność zamarła, na skoczni zapanowała cisza. Ona to widziała... Uderzył o zeskok i turlał się jeszcze przez chwilę, po sekundzie jego ciało było bezwładne. Już nic nie czuł pustkę. Znieśli go na noszach i włożyli do karetki. Nie dawał żadnych znaków życia. Amanda cała zdenerwowana, z bólem w oczach podbiegł do jego najlepszego przyjaciela, który przetarł właśnie rękoma łzy. 
- Muszę tam jechać! - powiedział.
- Czekaj, jadę z tobą - powiedziała.
- A twoja praca? - zapytał. 

- Mam zastępce.
Całej rozmowie przysłuchiwał się członek sztabu.
- Mitch nie możesz opuścić konkursu.
- Ale to mój przyjaciel! - krzyknął.
- Hej Michael, pojadę do niego sama. 

- Na pewno?
- Tak - uśmiechnęła się lekko.
- To nici z naszej randki... - powiedział smutny.
- Randki? Spotkania, kochany, spotkania. Dobra będę już lecieć. Cześć - pożegnała się i udała się w stronę parkingu. Wsiadła do samochodu i szybko pojechała do szpitala. Rozmyślała jeszcze w drodze nad dzisiejszą rozmową z Gregorem. Nie wiedziała jeszcze, że przewróciła jego życie do góry nogami, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. 

                      ___________________________________
Aaaa...!!! Miał być dłuższy, ale postanowiłam, że resztę zostawię na następną część. :)
                                             Miło, że ktoś to czyta :) 




A teraz poczęstuje was kilkoma zdjęciami z mojej podróży:
(ulubiona skocznia <3 Harrachov) :)





czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 3

Po śniadaniu wszyscy udali się na skocznie. Nie tylko skoczkowie, sztab szkoleniowy, całe miasto przyszło oglądać wyczyny swoich idolów również zgromadziły się tu grupy kibiców z zagranicy. Reszta zgromadziła się przed telewizorami dmuchając pod narty.
Michael i Gregor nadal żyli w konflikcie. Dlatego odbiło się to na reszcie kadry Austriackiej. 

- Hej Gregor, słuchaj wszyscy chcielibyśmy abyście pogodzili się z Michaelem - powiedział Kofler kiedy wszedł do domku skoczków.
- Ale ja mu nic nie zrobiłem, to on coś sobie wymyśla...

- Gregor, proszę cię, nie zachowuj się jak dziecko... 
- No dobrze... - uległ starszemu koledze.
Akurat w tym samym momencie do domku wszedł Hayboeck. "Szlak" - pomyślał Gregor. 

- Możemy pogadać? - zapytał. Andreas wyszedł. 
- Jasne - odpowiedział Michael z obojętnym wyrazem twarzy. 
- Sorry, że wczoraj tak się zachowałem, jestem twoim przyjacielem powinienem cię pocieszyć, jak dziewczyna ci daje kosza.. - Gregor nie umiał zachować powagi, zaśmiał się pod nosem, żeby Michael nie zauważył. Niestety nie udało się. 
- Heh spoko, wybaczam - uśmiechnął się. - A ja ciebie przepraszam, że tak szybko oceniłem tą dziewczynę z klubu. 
- To już między nami ok? - zapytał.
- Tak - przybili sobie piątkę i wrócili do reszty skoczków. 

Po pierwszej serii Gregor zajmował 4 miejsce, a jego przyjaciel 8. W drugiej Hayboeck nie co się poprawił i zajął 5 miejsce, Gregor po raz kolejny zanotował zwycięstwo. Komentatorzy nazywali ten sezon jako "sezon Gregora Schlierenzauera", nie dawał żadnych szans rywalom. Po zawodach był czas na udzielanie wywiadów i rozdawanie autografów. 
- Gregor, pomożesz mi jej szukać? - zapytał Mitch. 
- Tylko, że ja nie wiem jak ona wygląda - odpowiedział Gregor.
- Brunetka, włosy do bioder, piękne oczy, ogólnie jest piękna- zaśmiał się.
- Dobra spróbuję.
- Dziękuje ci - powiedział z ulgą.
Gregor zaczepiał każdą napotkaną brunetkę, jednak nie znalazł tej właściwej. Nagle spostrzegł Mitcha, który rozmawiał z jakąś dziewczyną. Podszedł do nich i zaniemówił. Nie wierzył w to co teraz się stało. Zobaczył właśnie dziewczynę z klubu. Była ładna, z tym mógł się zgodzić. Ciągle stał bez ruchu i patrzył na dziewczynę. Dziennikarka dziwnie się poczuła, dlatego przerwała tą niezręczną ciszę. 

- O Gregor! Właśnie miałam przeprowadzić z tobą wywiad.
- Cześć, wiesz kim jestem? - zadał najgłupsze pytanie jakie mógł. Ale co miał wymyślić jak był w szoku. 

- Emmm... - po raz kolejny dziewczyna poczuła się dziwnie. - Tak - odparła niepewnie. 
- Nie ważne, przepraszam muszę iść! - powiedział i odszedł. 
- Ale...! - krzyknęła jeszcze za nim, jednak on tylko pomachał ręką.
"Dupek" - pomyślała.
- Nie wiem o co mu chodzi - odparł po chwili Mitch.
- Zapatrzony w siebie dupek - powiedziała, tym razem nie w myśli, a wydobyła z siebie dźwięki. - O kurcze czy ja to powiedziałam? 

- Haha, tak! - zaśmiał się Hayboeck. - Spokojnie, czasem się tak zachowuje, ale normalnie to jest "spoko".
- Mhm.
- To jak umówisz się ze mną? - zapytał. 

- Nigdy nie odpuszczasz?
- Nigdy - uśmiechnął się.
Jego uśmiech przyprawiał o dreszcze. Dziewczyna nie mogła się oprzeć.
- Jedno spotkanie.
- Jest! - ucieszył się. 

- JEDNO - podkreśliła.
- Zapewniam, że ci się spodoba.
- Nie bądź taki pewny, a teraz już muszę się z tobą pożegnać, to do zobaczenia - powiedziała i odeszła. 

Michael był wniebowzięty. Gregor przeciwnie. Od spotkania z Roksaną, bo tak miała na imię dziewczyna z klubu, nie miał tak dobrego humoru. Myślał, że jak spotka tajemniczą dziewczynę, będzie szczęśliwy, a było zupełnie inaczej. Nie miał pojęcia dlaczego się tak czuje. Hayboeck wpadł do pokoju jak porażony.
- Stary, umówiłem się z nią! 

- No, super - odpowiedział obojętnie Gregor . 
- Ej co jest? Halo?! Gregor? 
- Nic, po prostu jestem zmęczony. Cieszę się twoim szczęściem przyjacielu.
- No jakoś nie widzę, żebyś skakał z radości.
- Bo ja się cieszę w duchu, Hayboeck, a teraz daj mi spać! 

- A kolacja?
- Smacznego - powiedział i wstał z łóżka. 

Udał się do łazienki, obmył twarz zimną wodą. Po jego głowie chodziły dziwne myśli. Był zazdrosny? 
Nie mógł też długo zasnąć. Wiedział, że jutrzejszy konkurs może być nie wypałem. Rzadko tak myślał, ale teraz...Wiedział, że musi porozmawiać z dziennikarką.
 _______________________________________________________

Przepraszam was, że tak długo musieliście czekać na rozdział, ale nie miałam za bardzo czasu tak usiąść do bloga. Przepraszam też, że taki nudny wyszedł ten rozdział :( . Może następny będzie lepszy :) Teraz pozostało mi życzyć wam                          SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU. 
Abyście dążyli do swoich celów, oraz byli zadowoleni ze skoków swoich idoli :> . 
                                      Tego życzy wam Marysiaa :) 
A rozdział pozostawiam wam :) 

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 2

Minęły już 3 tygodnie od wypadku w klubie. Gregor pogodził się z myślą, że już nigdy nie zobaczy dziewczyny, którą uratował. Właśnie zbliżał się następny konkurs skoków narciarskich, tym razem w czeskim Harrachovie. Wszyscy skoczkowie udali się do hotelu, aby odpocząć od tygodniowych treningów i zebrać siły na jutrzejsze kwalifikacje. Schlierenzauer wraz z kolegami z drużyny grał w karty.
Co się działo u niego przez te 3 tygodnie? Trening, trening, zdjęcia, wywiady, ale przez dłuższy czas myślał o dziewczynie z klubu, jednak Mitch oswoił go z faktem, że na 99%  już nigdy jej nie spotka. Mimo to skoczek zajrzał jeszcze kilka razy do lokalu, aby ją spotkać, ale za każdym razem jej nie było. "Może po tym co się stało zrezygnowała z imprez" - tłumaczył sobie. Przez myśl mu nie przeszło, że mogło jej się coś stać. 
Rankiem Gregor wraz z kolegami i sztabem szkoleniowym udali się na skocznie. Oddali po dwa skoki, z których każdy mógł być zadowolony, a szczególnie Gregor, który był najmocniejszym punktem w drużynie. Schlierenzauer w klasyfikacji generalnej był na 1 miejscu, więc nie musiał brać udziału w kwalifikacjach, tak też zrobił, odpuścił. Kwalifikacje wygrał jego przyjaciel Michael. Po zakończonych zawodach podeszła do niego młoda dziennikarka. 
- Witaj, mogłabym ci zadać kilka pytań?
- Jasne - odpowiedział skoczek.
(...) Dziewczyna wykonała swoją pracę solidnie i dokładnie. 

- Dziękuję bardzo za wywiad, życzę powodzenia w jutrzejszym konkursie.
- Ja również dziękuję - Mitch pomachał do kamery. 

Kamerzysta wyłączył sprzęt, a dziewczyna odetchnęła z ulgą. 
- Uf... Koniec na dziś. 
- Heh - uśmiechnął się lekko. - Nie umówiła byś się ze mną na kawę? - zapytał po lekkim zawahaniu. 
- Nie - odpowiedziała i odeszła. 
Powiedziała to z taką powagą, że młody skoczek, aż zaniemówił. Właśnie dziewczyna mu odmówiła... Musiał przyznać prawdzie w oczy, że dostał kosza. Biedny wrócił do hotelu i położył się na łóżku. Patrzył się przez dłuższy czas w biały sufit. Nie było w nim nic nadzwyczajnego. Gregor, który czytał książkę zauważył, że z kolegą jest coś nie tak. 
- Stary co z tobą? - zapytał. 
- Nic, nic - skłamał. - Tak myślę.
- No pewnie, przecież widzę, że nic nie jest okey, więc powiesz? 

- Dostałem kosza - przyznał w końcu.
- Haha - Gregor się zaśmiał. 

- Nie śmiej się - szturchnął go w ramię.
- Sorry no!
- Taka dobra "dupa".
- Oj Mitch, Mitch, ty się lepiej zamij jutrzejszymi zawodami, a później dziewczynami.
- Nie rozumiesz... - Haybock spuścił głowę na dół. 

- Ty nie rozumiałeś ostatnio...
- Tak, ale tamtej już nigdy nie zobaczysz, a po za tym to pewnie jakaś pijaczka, czy narkomanka, a tamta to dziennikarka.
- Przestań Mitch! Nie wiesz co się stało, więc nie mów tak o niej! - powiedział zdenerwowany Gregor. 

- Tak, ale ty też nie wiesz co się stało i kim ona jest - skomentował. - O wiem! Jutro dziennikarka będzie przeprowadzała wywiady, więc jutro znowu spróbuję się z nią umówić.  
- Jak chcesz, idę na kolacje. Jak przestaniesz już o niej marzyć, to przyjdź.
Gregor wyszedł trochę zirytowany słowami swojego przyjaciela. Nie miał prawa ją osądzać o cokolwiek. Po chwili kiedy zobaczył resztę kolegów z drużyny od razu poprawił mu się humor. Ostatnio się zmienił, od incydentu z tajemniczą dziewczyną. Oczywiście na lepsze. Przestał być taki zarozumiały, jak kiedyś. Miał lepsze kontakty z kolegami z drużyny i trenerem. Jednak stracił kontakt z Michaelem. Niby byli dalej przyjaciółmi, ale to nie było to co kiedyś. 

Usiadł do stolika, gdzie siedziała reszta kadry, a zaraz potem dołączył do nich Haybock. 
- Co tam zakochany? - dogryzł mu Gregor. 
- Przestań, nie mam nastroju do żartów - odpowiedział.
- A co się stało bo my jakoś nie w temacie? - zapytał Kraft.
- Mitch dostał kosza - zaśmiał się Schlieri. 

- To nie jest śmieszne - powiedział Michael.
Odszedł od stolika zabierając ze sobą talerz z jedzeniem.
- Chyba się zdenerwował - powiedział Diethart.
Przy stoliku zapadła cisza. Kiedy Gregor wrócił do pokoju, Haybock siedział na łóżku. Schlierenzauer sięgnął po kosmetyczkę z szafki i udał się bez słowa do łazienki. 

____________________________________________________________
Koniec 2 :( szczerze nie podoba mi się, ale mam nadzieję, że następny będzie lepszy. Czekam na wszą opinię, która jest dla mnie najważniejsza <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :) 

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 1

Miasto tętniło życiem. Klub w centrum Innsbrucka, witał imprezowiczów. Każdy przychodził tutaj, aby zapomnieć o problemach. On też tu był, aby świętować swoje zwycięstwo, oraz uwolnić się od wszystkich ludzi, którzy tylko potrafili wtykać nos w nie swoje sprawy.
Kiedy usiadł przy blacie od razu podeszła do niego kelnerka.
- Podać coś?
- Poproszę jedno duże piwo - zwrócił się do kobiety z urzekającym uśmiechem. 
Kobieta postawiła kufel na ladę.
- Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję - powiedział i upił łyk trunku.
Z głośników dochodziła głośna muzyka. Wstał i udał się na parkiet. Nie musiał szukać długo partnerki, każda się do niego kleiła. Kiedy już miał dosyć, poszedł po jeszcze dwa kolejne piwa. Odszedł od baru i szedł ciemnym, wąskim korytarzem w stronę toalety.
Przed drzwiami zauważył nieprzytomną dziewczynę. Szybko do niej podbiegł i zaczął nią potrząsać.
 - Hej! Hej żyjesz?! Haloo! - był wystraszony.
Dostrzegł jakąś kobietę idącą w ich kierunku.
- Ej dzwoń szybko po pogotowie!
Kiedy ta ich zauważyła od razu wyciągnęła ze spodni telefon i wybrała numer. 
Ambulans szybko pojawił się na miejscu. Zabrali dziewczynę do szpitala. Gregor cały czas myślał o zdarzeniu. Nie mógł zapomnieć o tej dziewczynie. Od razu po zdarzeniu wrócił do domu.
Rano z lekkim bólem głowy, jednak chciał odnaleźć dziewczynę z klubu. Wziął jakąś tabletkę na ból głowy i zadzwonił do swojego kolegi.
- Hej Mitch, mógłbyś wbić do mnie?
- Teraz?! Jest dopiero 9.00, a dzisiaj nie mamy treningu. Chłopie daj mi się wyspać.
- To ważne, Haybock. Czekam na ciebie 
- Dobra, jak tak ci zależy to zaraz będę. 
Na Austriaka nie trzeba było długo czekać. Już po 30 min, zjawił się pod Schlierenzauera domem. 
- Siema, to co to za ważna sprawa, przez którą budzisz mnie o 9:00 rano? - zaśmiał się ironicznie.
- Siadaj - powiedział Gregor.
Opowiedział mu całą wczorajszą historię. 
- OO to grubo. I ja mam ci teraz pomóc ją znaleźć?
- Ufff... dobrze, że zrozumiałeś.
- No dobrze, pomogę ci, ale nawet nie wiem jak ona wygląda.
- Brunetka, ładna brunetka. Eeee.... więcej nie pamiętam - przyznał młody skoczek.
- A jaki masz plan? Przejrzeć wszystkie szpitale w Innsbrucku? 
- Nie, no co ty.... Ej, ale ... to nie jest zły pomysł - Gregor się uśmiechnął.
- Ja tylko żartowałem... - Michael spuścił głowę.
- Ah... dawaj wsiadamy do auta. Jedziemy moim.
- Nie, ty wczoraj za dużo wypiłeś, jedziemy moim. 

Gregor przystał na propozycję swojego przyjaciela. Mieli szczęście, ponieważ w Innsbrucku były tylko 3 szpitale.
Objechali już 2, bez skutku. Dalej nie wiedzieli kim jest tajemnicza dziewczyna. Został ostatni szpital, mieli nadzieję, że tam będzie, jednak też jej tam nie było. Dziewczyna zniknęła. Gregor miał nadzieję, że wszystko z nią  porządku i ma się dobrze, ale nie mógł o niej zapomnieć od tak po prostu. Miał ją cały czas przed oczami. 

     ___________________________________________________________________________
Dobra koniec 1 :) Nawet mi się podoba, nie narzekam. Mam też nadzieję na wsze opinię. :)
         CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ